Francja – Słowenia 3:1 (16:25, 25:21, 25:15, 25:21)
Słoweńcy od pierwszych akcji narzucili swój rytm. Już na początku wyszli na prowadzenie 0:3, a chwilę później 4:10. Francuzi wyglądali na zaskoczonych i nie potrafili znaleźć sposobu na rywali. Słoweńska przewaga systematycznie rosła – przy stanie 8:14 i 12:20 różnica była już bardzo wyraźna. Francuzi nie zdołali nawet zbliżyć się do kontaktu. Set zakończył się wysokim zwycięstwem Słowenii. To był zdecydowanie najsłabszy fragment meczu w wykonaniu podopiecznych Andrei Gianiego.
Na początku drugiej partii sytuacja diametralnie się zmieniła. Słoweńcy zaczęli popełniać błędy, a Francuzi punktowali i szybko wypracowali sobie zaliczkę (6:2, potem 11:6). Słoweńcy nie poddali się jednak od razu – odrobili straty i doprowadzili do remisu 13:13. Od tego momentu ich gra mocno falowała, a skuteczność w ofensywie wyraźnie spadła. Francuzi w drugiej połowie seta przejęli pełną kontrolę, grali bardziej konsekwentnie wygrywając drugiego seta i wyrównując stan meczu.
Trzecia odsłona należała już wyraźnie do Trójkolorowych. Francuzi od początku budowali komfortową przewagę i w pewnym momencie prowadzili już 13:5. Słoweńcy praktycznie nie mieli argumentów, by nawiązać wyrównaną walkę. Francuska gra w ataku i bloku była na wyraźnie wyższym poziomie. Set zakończył się wysokim zwycięstwem 25:15 – to była zdecydowanienajbardziej jednostronna partia meczu.
W czwartej partii Słoweńcy jeszcze poderwali się do walki. Francuzi stworzyli sobie solidną zaliczkę (m.in. prowadzili 20:15), ale rywale zdołali zbliżyć się na dwa punkty (21:19). Końcówka była już nerwowa. Ostatecznie jednak doświadczenie i jakość zdecydowały. Zepsuty serwis Słoweńców dał Francji piłkę meczową, Boyer skutecznie ją wykorzystał atakiem a Francja mogła cieszyć się z drugiego zwycięstwa w turnieju.
Polska – USA 3:1 (22:25, 25:15, 25:20, 25:22)
Pierwszą partię lepiej rozpoczęli goście. Dobrze atakował Russell i USA szybko wyszło na prowadzenie 4:2, a chwilę później 8:5. Polacy cierpliwie odrabiali straty i dzięki solidnej grze w bloku doprowadzili do remisu 11:11. W połowie seta Amerykanie ponownie odskoczyli na kilka punktów (18:16). Biało-czerwoni walczyli do samego końca, ale w decydujących akcjach górą byli zawodnicy Karcha Kiraly’ego, którzy zakończyli seta na swoją korzyść.
Druga partia należała już wyraźnie do gospodarzy. Polacy od początku narzucili swój rytm, skutecznie atakowali i solidnie grali w bloku. Amerykanie nie potrafili znaleźć sposobu na powstrzymanie biało-czerwonych. Różnica klas była w tej odsłonie ogromna – Polacy systematycznie powiększali przewagę i nie pozwolili rywalom na żaden poważniejszy powrót do gry.
Trzecia odsłona również przebiegała pod dyktando Polski. Biało-czerwoni od początku utrzymywali przewagę i nie oddali inicjatywy. Amerykanie próbowali jeszcze nawiązać walkę, ale skuteczność w ataku i obronie była po stronie gospodarzy. Polacy kontrolowali przebieg i końcówkę seta wychodząc w meczu na prowadzenie.
Czwarta partia była najbardziej wyrównana spośród trzech wygranych przez Polskę. Amerykanie poderwali się do walki i trzymali się blisko wyniku. Russell jeszcze raz próbował poderwać kolegów (m.in. przy stanie 18:20) swoimi skutecznymi atakami, ale biało-czerwoni nie dali sobie wyrwać prowadzenia. W końcówce Polacy zachowali więcej spokoju i skuteczności. Mecz skutecznym kontratakiem z prawego skrzydła zakończył Semeniuk.