Pierwszy punkt w nowym sezonie reprezentacyjnym wywalczyła dla Polski Czyrniańska. Szybko jednak do głosu doszły Turczynki, które dzięki skuteczniejszej grze w ofensywie i bloku zbudowały kilkupunktową przewagę (5:8, 7:12). Podopieczne Stefano Lavariniego rzuciły się do odrabiania strat i po ataku Szczurowskiej doprowadziły do remisu (13:13) a po asie serwisowym Lampkowskiej wyszły nawet na prowadzenie 18:16. Końcówka należała jednak do mistrzyń Europy. Turczynki odskoczyły na 19:21, a Sahin wywalczyła piłkę setową (21:24). Polki obroniły jeszcze jedną akcję po uderzeniu Czyrniańskiej, ale kolejny atak Sahin zamknął partię.

Drugi set od samego początku ułożył się po myśli reprezentantek Turcji, które błyskawicznie wypracowały przewagę (1:4). Polki miały spore problemy ze sforsowaniem bloku rywalek i dystans zaczął niebezpiecznie rosnąć (7:12, 11:19). W końcowej fazie seta Biało-Czerwone zanotowały niezły zryw i po udanych kontrach zmniejszyły różnicę do zaledwie dwóch punktów (17:19). Na więcej przeciwniczki już jednak nie pozwoliły – Basyolcu wywalczyła piłkę setową (19:24), a błąd własny Polek w kolejnej akcji zakończył seta wynikiem 19:25.

Trzecia odsłona przyniosła upragnione przełamanie polskiego zespołu. Trener Lavarini rotował składem, a na boisku coraz pewniej czuły się m.in. Piasecka oraz debiutantki. Polki poprawiły grę w obronie, co pozwoliło na wyprowadzanie skutecznych kontrataków. Przez większość seta Biało-Czerwone utrzymywały kilkupunktowe prowadzenie, odpierając napór Turczynek. Końcówka została rozegrana bardzo mądrze i Polki wygrały tę partię przedłużając losy spotkania.

Czwarty set dostarczył kibicom w Genui ogromnych emocji i stał pod znakiem niezwykle zaciętej walki. Obie ekipy grały falami, a wynik długo kręcił się wokół remisu. Turczynki naciskały, chcąc zakończyć mecz bez straty punktu meczowego, ale Polki pokazały ogromny charakter. W decydujących momentach ciężar gry na swoje barki wzięły skrzydłowe, a kapitalna gra w defensywie pozwoliła Biało-Czerwonym uciec rywalkom w samej końcówce. Polki wygrały doprowadzając do tie-breaka.

Decydująca partia to była siatkarska wojna nerwów. Choć Polki napędzone kapitalnym powrotem walczyły bardzo dzielnie, to na początku tie-breaka minimalną przewagę uzyskały Turczynki. Polskie zawodniczki starały się gonić wynik (skutecznie punktowała m.in. Piasecka), jednak w najważniejszych akcjach meczu podopieczne Daniele Santarellego zachowały więcej chłodnej głowy. Po bloku na Lampkowskiej Turczynki odskoczyły na bezpieczny dystans, a całe spotkanie zakończył błąd po polskiej stronie siatki, ustalając wynik tie-breaka na 11:15.

Polska – Turcja 2:3 (22:25, 19:25, 25:21, 25:22, 11:15)

 

Premierowa partia w nowej hali Palasport w Genui była klasyczną walką punkt za punkt. Włoszki grały z dużą presją emocjonalną (co po meczu podkreślał Velasco). Ostatecznie minimalnie lepsza skuteczność w ataku na skrzydłach pozwoliła im wyrwać końcówkę.

W kolejnych dwóch setach o głosu doszły Serbki. Kluczem do ich zwycięstw w tych partiach była bezwzględna dominacja na siatce – reprezentantki Serbii postawiły mur nie do przebicia, zdobywając w całym meczu aż 18 punktów blokiem. Włoszki seryjnie marnowały akcje, nie potrafiąc sforsować obrony rywalek.

Stojąc pod ścianą, Włoszki diametralnie zmieniły oblicze gry. Sygnał do ataku dała przyjmująca Omoruyi, która kończyła najważniejsze piłki. Włoszki znacząco poprawiły system blok-obrona i uciekły Serbkom, pewnie doprowadzając do tie-breaku.

W decydującej partii show skradła zaledwie 17-letnia atakująca Adigwe. Jej atomowe ataki pozwoliły Włoszkom odskoczyć na kilkupunktowe prowadzenie na początku seta. Serbki próbowały gonić wynik (m.in. po skutecznych atakach i punktowych blokach), jednak pogoń utrudniały im błędy w polu serwisowym (aż 15 zepsutych zagrywek w meczu). Skuteczny atak Nervini z lewego skrzydła przypieczętował wygraną gospodyń.

Włochy - Serbia 3:2 (25:23, 22:25, 22:25, 25:20, 15:12)