Inauguracyjne spotkanie katowickiej części turnieju Silesia Cup 2026 lepiej rozpoczęli Serbowie, którzy szybko wypracowali kilkupunktową przewagę (8:6, 16:12). W szeregach serbskiego zespołu od początku spotkania wyróżniał się Ubiparip. Podopieczni Gianlorenzo Blenginiego zdołali w końcówce zniwelować straty do jednego oczka (21:22), jednak ostatecznie to reprezentacja Serbii triumfowała.
Druga partia upłynęła pod znakiem wyraźnej dominacji Serbów. Bułgarzy, grający w tym turnieju bez braci Nikołow mieli ogromne problemy z dotrzymaniem kroku rywalom. Zespół prowadzony przez Gheorghe Cretu stracił kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, co Serbowie bezwzględnie wykorzystali budując wysoką przewagę (16:11, 21:14). Mimo spóźnionego zrywu wicemistrzów świata, Serbia wygrała będąc o krok od trzypunktowego zwycięstwa.
Postawieni pod ścianą Bułgarzy zdołali ustabilizować swoją grę. Poprawa skuteczności w elemencie przyjęcia oraz defensywie pozwoliła im na wyprowadzanie efektywniejszych kontrataków. Od początku seta warunki dyktowali nominalni goście (16:11, 21:16). Świetną zmianę dał Bardarow, który przy wsparciu Atanasowa i Petkowa poprowadził Bułgarię do wygranej 25:20.
W czwartej odsłonie wicemistrzowie globu kontynuowali dobrą passę całkowicie przejmując inicjatywę na boisku. Serbowie nie potrafili znaleźć sposobu na zatrzymanie rewelacyjnie dysponowanego Bardarowa. Trener próbował reagować zmianami, rotując m.in. pozycją libero, jednak rozpędzeni Bułgarzy pewnie wygrali tę partię 25:19, doprowadzając do wyrównania w całym spotkaniu.
O losach zwycięstwa decydował piąty set, który lepiej otworzyli Serbowie (5:3). Kluczowy dla losów rywalizacji okazał się jednak moment po zmianie stron – od stanu 10:10 inicjatywę przejęli podopieczni Blenginiego. Bułgarzy zachowali więcej zimnej krwi w samej końcówce zasłużenie inkasując punkty za zwycięstwo.
Serbia – Bułgaria 2:3 (26:24, 25:21, 20:25, 19:25, 12:15)
Premierowa odsłona spotkania zaczęła się od twardej walki z obu stron. Kluczowy moment nastąpił w środkowej części seta, kiedy reprezentanci Ukrainy zdołali zablokować Lemańskiego i odskoczyli Polakom na trzy oczka (11:14). Choć Śliwka starał się napędzać grę Polaków skutecznymi atakami po skosie, nasi sąsiedzi grali niezwykle efektywnie i popełniali mniej błędów własnych. W końcówce goście powiększyli przewagę i po pomyłce Biało-Czerwonych wywalczyli piłkę setową (19:24). Polacy wykazali się determinacją, broniąc trzy kolejne akcje (m.in. dzięki blokowi Jakubiszaka), ale kropkę nad „i” udanym atakiem postawił Dmytro Janczuk.
Drugą partię reprezentacja Polski rozpoczęła od mocnego uderzenia i prowadzenia 9:5 (dobrze na siatce spisywał się m.in. Lemański). Ukraińcy błyskawicznie jednak zniwelowali straty, doprowadzając do remisu 9:9. Wtedy nastąpił kluczowy zryw podopiecznych Nikoli Grbicia – Polacy wygrali aż sześć akcji z rzędu i objęli wysokie prowadzenie 16:10. Goście nie zamierzali się poddawać i systematycznie odrabiali straty, doprowadzając w nerwowej końcówce do wyrównania (22:22). W decydujących momentach zimną krew zachowali jednak Biało-Czerwoni, wygrywając wojnę nerwów po błędzie w rozegraniu rywali.
Trzeci set od początku ułożył się po myśli Ukrainy, która po punktach Kowalowa wyszła na prowadzenie 4:2. Polacy szybko odpowiedzieli blokiem Gierżota i gra na długo się wyrównała (10:10, 12:12). Po świetnej serii, w tym asie serwisowym Gomułki Polacy zbudowali solidną zaliczkę (20:15). Ukraińcy po raz kolejny pokazali charakter ruszając w pogoń i doprowadzając w samej końcówce do remisu 22:22. Losy seta ponownie rozstrzygnęły się w ostatnich akcjach, a decydujący punkt potężnym i skutecznym atakiem zapewnił Bartosz Gomułka.
Czwarta partia to od początku do końca zacięta wymiana ciosów „punkt za punkt” (8:8, 17:17). Gdy na tablicy wyników pojawił się remis 21:21, do akcji wkroczyli polscy skrzydłowi. Najpierw niesamowicie długą i wyczerpującą wymianę skutecznym atakiem zamknął Sawicki dając Polakom prowadzenie a chwilę później na zagrywkę wszedł Bartosz Gomułka. Atakujący reprezentacji Polski odpalił prawdziwe bomby, posyłając trzy asy serwisowe z rzędu, czym całkowicie rozbił ukraińskie przyjęcie i w widowiskowy sposób przypieczętował zwycięstwo Polaków!
Polska – Ukraina 3:1 (22:25, 25:23, 25:23, 25:21)