W pierwszym meczu zmierzyły się drużyny LUK-u Lublin oraz Fenerbahçe Medicana. Po przemowach otwarcia przyszedł czas na emocje rodem z boiska. W drużynie z Lublina nie zobaczylismy dziś Wilfredo Leona.

Wyjściowe składy:

Fenerbace Medicana - Subasi, Matic, Bulbul, A. Lagumdzija, Kreling, Anderson, Dengin
Bogdanka LUK Lublin - Komenda, Malinowski, Ran, Sawicki, Giymah, Grozdanov, Ogawa

Mecz rozpoczyna się bardzo wyrównaną grą, ale też potężnymi atakami z obu stron. Początkowy remis jedynie nakręca przeciwników, którzy mając na koncie już dwa asy serwisowe prowadzą 10:7. Kolejny moment to zdecydowana przewaga drużyny z Lublina, która przy bilansie 7:3 wychodzi na prowadzenie, zmuszając trenera Fenerbahçe Medicana do skorzystania z pierwszej przerwy. Nie wpływa to jednak na zachowanie Sawickiego na zagrywce – zarówno przed, jak i po czasie serwuje asa. Przy stanie 19:15 trener przeciwników wykorzystuje drugi challenge (wcześniejszy był nieudany). Drugie sprawdzenie również jest nietrafione – drużyna z Turcji zostaje bez challenge’a na końcówkę seta. Obie drużyny nie unikają błędów, szczególnie w zagrywce, jednak zaliczka wypracowana w trakcie seta pozwala utrzymać co najmniej dwupunktową przewagę. Trener Atik przerywa grę po raz drugi przy stanie 20:23. To ostatni moment na punktową serię jego drużyny. Uderzenie po antenie Lagumdžiji daje Bogdance piłkę setową. Pierwszą drużyna Fenerbahçe broni, drugą kończy Ran Takahashi z pipe’a. Gospodarze prowadzą 1:0.
Partię lepiej zaczyna drużyna gości od ataku blok-aut. W drugiej akcji lublinianie punktują blokiem – zanosi się zatem na podobnie wyrównany początek seta. Trzy udane akcje LUKu budują pierwszą w tej odsłonie przewagę (6:4), Turcy odrabiają. Nie robi to jednak wrażenia na Mikołaju Sawickim, który rewelacyjnie spisuje się w tym fragmencie. Przy stanie 9:5 trener Atik przerywa grę, widząc, że lublinianie wyraźnie się rozpędzają. Nie zmienia to niczego – gospodarze utrzymują przewagę. Druga część seta toczy się właściwie punkt za punkt, nie brakuje spektakularnych ataków. Gospodarze pokazują, że są nie tylko w wyśmienitej formie, ale również poziom zrozumienia i zgrania (na tak wczesnym etapie) jest na bardzo wysokim poziomie. Goście odrabiają kilka punktów, nie zmienia to jednak efektu całego seta. Bogdanka LUK Lublin prowadzi już 2:0, będąc o krok od awansu do niedzielnego finału.
Nie będzie zaskoczeniem wyrównany początek kolejnego seta. Jest to ostatnia szansa na pozostanie w grze tureckiej drużyny, która obejmuje niewielkie prowadzenie. Przy zagrywce Rana wynik wyrównuje się, jednak widać, że jego drużyna nieco się rozluźniła. Błędy własne pozwalają Fenerbahçe Medicana na objęcie trzypunktowego prowadzenia (11:8), co zmusza trenera Antigę do pierwszej przerwy w tym meczu. Przynosi to dobry skutek – jego drużyna punktuje, a Gueye zagrywa asa. Drużyna gości utrzymuje niewielkie, maksymalnie dwupunktowe prowadzenie. W tej partii na uwagę zasługuje Mateusz Malinowski, którego skuteczność zarówno w ataku, jak i zagrywce robi coraz większe wrażenie. To właśnie przy jego zagrywce lublinianie obejmują prowadzenie (14:12), by za moment przeciwnicy zapunktowali zagrywką. Doświadczonym gospodarzom wystarcza to do przejęcia inicjatywy. Przy 15:19 trener tureckiej ekipy po raz ostatni bierze czas, próbując zmobilizować drużynę. Na gospodarzach nie robi to wrażenia (21:16). Lublinianie pewnie meldują się w finale, drużynie ze Stambułu pozostaje gra o brąz.

Bogdanka LUK Lublin - Fenerbaçe Medicana 3:0 (25:21, 25:18, 25:18)

 

Drugi półfinał zapowiadał się jeszcze bardziej emocjonująco. Zmierzyły się w nim brązowy medalista Plusligi oraz mistrz Słowenii - złożona w dużej mierze z zawodników reprezentacji ACH Volley Ljubljana. Drużyny rozpoczęły mecz w następujących zestawieniach:


ACH Volley Ljubljana - Kovacić, Planinsić, Jeroncić, Marovt, Krzić, Braćko, Ivović
PGE Projekt Warszawa - Tillie, Bednorz, Semeniuk, Lemański, Romano, Firlej, Wojtaszek


Lepiej w to spotkanie weszła ekipa przyjezdnych ze Słowenii. Mocne i agresywne zagrywki, między innymi Luki Marovta, dały ACH Volley Lublana przewagę 12:9. Słoweńska drużyna pewnie grała w systemie blok-obrona i skutecznie przekładała to na kolejne kontrataki. Przy stanie 23:17 przewaga gości była już wyraźna, a w końcówce jeszcze bardziej odskoczyli (23:16). Warszawianie nie potrafili zniwelować strat i pierwszy set padł łupem ACH Volley 25:19. By myśleć o końcowym zwycięstwie, podopieczni Roberto Piazzy musieli znacząco poprawić swoją grę.
Druga partia wyglądała już zupełnie inaczej. Projekt Warszawa całkowicie przejął kontrolę nad rywalizacją. W końcówce ACH jeszcze próbowało odskoczyć (22:19), ale udane serwisy Kevina Tillie doprowadziły do kolejnego wyrównania (22:22). Ważną piłkę skończył Bartosz Gomułka (24:24), a atak Ivovicia poszedł w aut. Widowiskowy blok Bartosza Bednorza zakończył seta.
Trzecia odsłona obfitowała w emocje od samego początku. Po krótkiej grze punkt za punkt warszawianie ponownie przy serwisach Tillie odskoczyli (12:9). Gracze z Lublany nie zamierzali się jednak poddawać i dość szybko doprowadzili do wyrównania (18:18). Znów wszystko miało rozstrzygnąć się w końcówce (21:21). Potężny atak Braćko dał ACH piłkę setową (24:22), ale kontra Romano pozwoliła Projektowi wyrównać (24:24). Słoweński klub raz po raz marnował swoje okazje. Projekt wyszedł ze stanu 20:22 i wygrywa na przewagi.
Czwarty set był prawdziwą wojną nerwów. Warszawianie od początku wypracowali sobie kilka punktów przewagi i względnie bezpieczny bufor utrzymywali do połowy partii. Później rywale podgonili i znów rozpoczęła się zacięta walka. W końcówce ciężar gry na swoje barki wziął Bartosz Bednorz, który skończył niezwykle trudne dwie piłki, a później dołożył trudną zagrywkę. Przy stanie 27:27 Słoweńcy marnowali kolejne okazje, a Bednorz w kontrze zapewnił swojej ekipie piłkę meczową (28:27). Blok nowego atakującego warszawian kończy mecz pieczętując awans do finału.

PGE Projekt Warszawa - ACH Volley Lublana 3:1 (19:25, 25:19, 26:24, 31:29)