Polska – Słowenia 3:0 (25:23, 25:23, 25:18)
Był to czwarty z rzędu półfinał mistrzostw Europy, w którym mierzyły się te dwie reprezentacje. Historia poprzednich lat uczyła, że Słoweńcy potrafią być koszmarem Biało-Czerwonych w meczach o medale. Tym razem jednak podopieczni trenera Nikoli Grbicia zagrali z niezwykłą precyzją, chłodną głową i całkowicie zneutralizowali mentalną przewagę rywali. Mecz rozpoczął się od potężnego uderzenia z obu stron. Słoweńcy, napędzani zagrywką, próbimmediately narzucić swój styl, prowadząc wyrównaną grę punkt za punkt. Żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć na więcej niż dwa punkty. W kluczowej fazie partii (przy stanie po 22) Polacy zachowali jednak stalowe nerwy. Perfekcyjne przyjęcie pozwoliło na rozegranie akcji na czystą siatkę, a decydujące punkty zamienili na punkty polscy skrzydłowi, przechylając szalę zwycięstwa minimalną różnicą.
Druga odsłona była niemal wierną kopią pierwszej, choć poziom emocji sięgnął zenitu. Słoweńcy grali niesamowicie uważnie w obronie, wyciągając trudne piłki i wykorzystując kontrataki. Polscy siatkarze odpowiedzieli jednak zabójczym blokiem w środkowej fazie seta, który wybił z uderzenia liderów rywali. Końcówka znów należała do Biało-Czerwonych – kapitalne wybicia z trudnych pozycji i czujność na siatce dały drugą wygraną 25:23, co mocno podłamało psychicznie słoweńską ekipę.
Trzecia partia to już pełna dominacja reprezentacji Polski. Zespół Nikoli Grbicia wszedł na swój najwyższy poziom w tym turnieju. Zagrywka odrzuciła Słoweńców od siatki, uniemożliwiając im prowadzenie kombinacyjnej gry. Przewaga rosła z minuty na minutę (8:4, 16:10), a Polacy kontrolowali każdy aspekt boiskowych wydarzeń. Pewne akcje w ofensywie i szczelny blok zamknęły mecz w trzech partiach, dając upragniony awans do wielkiego finału.
Finlandia – Francja 1:3 (17:25, 25:18, 18:25, 15:25)
Reprezentacja Finlandii przystępowała do tego meczu jako absolutna rewelacja i sensacyjny pogromca Włochów z ćwierćfinału. Finowie marzyli o pójściu za ciosem, jednak napotkali na ścianę w postaci niezwykle skoncentrowanej i doświadczonej kadry Francji, która w fazie pucharowej włączyła swój najwyższy bieg.Trójkolorowi od początku pokazali, że nie zlekceważą niżej notowanego rywala. Francuscy siatkarze narzucili mordercze tempo w polu serwisowym. Fińska linia przyjęcia pękała pod naporem potężnych floatów oraz zagrywek z wyskoku, co ułatwiło mistrzom czytanie gry w bloku i swobodne budowanie bezpiecznej zaliczki punktowej.
Set numer dwa przyniósł niesamowity, piękny zryv reprezentacji Finlandii. Skandynawowie zagrali bezkompromisowo, ryzykując w każdym elemencie. Ich obrona zaczęła przypominać sieć, z której Francuzi nie potrafili się wydostać. Finowie uciekli z wynikiem i ku uciesze neutralnej publiczności w pełni zasłużenie doprowadzili do remisu w setach, pokazując ogromne serce do walki.
Strata seta podrażniła podopiecznych trenera reprezentacji Francji. Trzecia partia była popisem taktycznej dojrzałości Trójkolorowych. Zmniejszyli liczbę własnych błędów do absolutnego minimum, a ich liderzy na skrzydłach zaczęli bezlitośnie wykorzystywać niedociągnięcia w fińskim bloku, szybko odzyskując kontrolę nad meczem.
Czwarta odsłona okazała się ostatnim aktem tego półfinału. Zmęczenie fizyczne i ogromna intensywność poprzednich meczów turnieju zaczęły dawać się we znaki fińskiej drużynie. Francuzi grali z polotem, dominując na siatce w każdym elemencie. Wysoka skuteczność w kontrataku i szczelny blok przypieczętowały ich zasłużony awans do meczu o złoto.